Mecz numer 3 był prawdopodobnie najważniejszym meczem serii. Obie drużyny grały piach w ataku, nadrabiając obroną. Żaden z zawodników rakiet nie miał dobrego dnia - jedynie Scola zagrał na przyzwoitej skuteczności - bo powiedzmy sobie szczerze, zdarzało mu się już 14/14, 8/9, i kilka innych podobnych występów, więc 8/15 nie można podciągać pod 'dobry dzień'. W Portland świetnie zagrał Fernandez - kilka trójek w ważnych momentach, w sumie 5/7 zza linii, na szczęście trener postanowił grać nim tylko 20 minut.
Końcówka drugi raz z rzędu była dramatem - na 20 sekund przed końcem, kiedy mecze jeszcze mógł być rozstrzygnięty na korzyść obu drużyn, Roy popełnił 6 faul na Brooksie. Po jego minie wnioskuje, że faulować nie chciał, ale piłka była tak blisko, na wyciągnięcie ręki.. Aaron jest mega szybki, trzeba mu to przyznać :) W ostatnich sekundach niesamowitą trójkę trafił Fernandez, wylatując przy tym za boisko i popychany lekko przez obrońcę, potem dołożył trójkę Blake. Było groźnie, ale Houston ze spokojnie wykorzystało ostatnie wolne - koniec, 86-83. Uff. Przez większość meczu Rakiety prowadziły, także przegrana w ostatnich sekundach pewnie trochę by ich podłamała. Na szczęście wytrzymali, przegrana po zrywie w ostatnich minutach podłamała Portland ;)
Ciekawostka - Mutombo przed meczem otrzymał nagrodę za zasługi dla społeczeństwa. Szkoda, że odbierał ją o kulach, kończąc karierę..
czwartek, 7 maja 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz